Im bardziej jesteś ambitny, tym większy rozdźwięk między tym, kim wiesz, że możesz być, a tym, kim obecnie jeszcze jesteś. Wraz z sukcesami przychodzą większe problemy i większe demony do pokonania. Im jesteś mądrzejszy, tym bardziej boli głupota (nigdy nie boli, gdy jest się głupim, bo tylko mądry może ją dostrzec). Im lepiej znasz swój potencjał, tym mniej tolerujesz lenistwo i odkładanie realizacji własnych celów. Wycieczki w idealny obraz siebie (perfekcjonizm) tylko potwierdzają, że „maksymalnie nie jest optymalnie” – to, że Twój samochód pojedzie 250 km/h, wcale nie oznacza, że zawsze ma tyle jechać. Warunki pogodowe mogą wymóc jazdę 40 km/h i jeśli jest to optymalne, to będzie w danym momencie najbardziej efektywne.
Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy wartość człowieka definiuje się przez pryzmat sukcesów (dyplomów, pieniędzy, umiejętności), łatwo wpaść w pułapkę permanentnego odrzucania siebie i nawykowego myślenia: „Jeszcze nie jestem tam, gdzie mogę być”. Taki sukces jest toksyczny. Pomoże przekonanie: „Jestem OK i mogę stać się lepszy”.
Tag / nastawienie
10 sposobów na bycie trenerem lub coachem idealnym…
Dzisiejszy post dedykuję wszystkim tym, którzy w prywatnych wiadomościach dzielą się ze mną swoimi marzeniami o byciu coachem lub trenerem i pytają mnie, jak to osiągnąć.
1. Po pierwsze, ciężko pracuj! To jest uniwersalna strategia Steve’a Jobsa i dotyczy każdej dyscypliny.
2. Po drugie, pracuj z pasją, ze względu na to, że wtedy będziesz lubił to, co robisz i się nie wypalisz.
3. Pamiętaj, by ciągle ulepszać warsztat. Coach lub trener, który przestał się uczyć, jest coachem lub trenerem, który już nie żyje, tylko jeszcze o tym nie wie.
4. Ciągle przyjmuj trudniejszych klientów, albo mów do trudniejszych grup jeżeli jesteś trenerem. Po to, żeby mieć materiał, na którym możesz ćwiczyć i który będzie jako wyzwanie stymulował ciebie do wzrostu.
5. Wiara w ludzi musi być u ciebie większa, niż w ich problemy czy ograniczenia. To jest charakterystyczna cecha każdego zawodu, który jest tak zwanym „people helper”. Lekarze powinni działać na takiej samej zasadzie.
6. Problem nie może być dla ciebie ograniczeniem – musisz zawsze szukać tego, że jest coś więcej niż problem, który ludzie mają.
7. Musisz mieć warsztat emocjonalny. Czyli być dobry z empatii, być dobry z aktorstwa. Bez umiejętności odczuwania coach będzie oszukiwany przez klientów, którzy będą za pomocą swojego ego prawili różnego rodzaju dyrdymały sami nie wiedząc, co im wychodzi. A bez umiejętności wywoływania stanów emocjonalnych i wchodzenia w określonego rodzaju role, nie będziesz mógł korzystać z takich narzędzi coachingowych jak choćby psychodrama. Nie mówiąc o prowadzeniu grupy na scenie, bo tam bez aktorstwa ani rusz.
8. Idealny coach i trener musi mieć topowe przygotowanie merytoryczne. Musi być naprawdę obkuty z tego, czym się zajmuje, mieć sprawdzone najnowsze badania i pokazane w odpowiedni sposób.
9. Dodatkowo, musisz w atrakcyjny sposób tę wiedzę przekazywać, przede wszystkim za pomocą nowoczesnych technologii, poprzez ładne prezentacje, atrakcyjne filmy, dobre manuale.
10. Jako idealny coach lub trener musisz modelować najlepszych na świecie ze swojego fachu, czy to coachów, czy trenerów i uczyć się od nich, a sam być oryginalną osobowością. Dlatego, że masz być sam sobie brandem i produktem, być niepowtarzalnym. Wtedy ludzie będą przychodzili do Ciebie mówiąc „idę do Jana Kowalskiego” a nie „idę do coacha” lub „idę do trenera”.
7 rzeczy, które nauczyły mnie najwięcej w życiu
Jako człowiek w średnim wieku mogę sobie pozwolić na pewną retrospektywę – spojrzeć na swoje dotychczasowe życie i wyciągnąć wnioski. I przyszło mi do głowy, że Wam opowiem o rzeczach, które nauczyły mnie najwięcej.
1. Konfrontowanie się z problemami.
To musi być numer jeden, bo on daje najwięcej. Żyjemy w kulturze, która mówi o łatwym i przyjemnym życiu, ale to tylko jedna strona medalu. Brakuje tej drugiej – radzenia sobie z cieniem. Dosłownie nie ma dnia, gdy nie walczyłbym (uczył się akceptować) z czymś, co jest dla mnie trudne. Gdy się czegoś boję, idę tam, by nauczyć się smoka.
2. Podróże.
Rozmiar umysłu zależy od rozmiaru terytorium, więc by doświadczać nowego, trzeba przestać robić i oglądać stare. Byłem w ponad 100 krajach i podsumowując, spędzam tyle (lub więcej) czasu poza Polską, co w niej. To kształci, bo pokazuje inną kuchnię, inne zwyczaje, inne zachowania i pozwala budować siebie większego.
3. Relacje z kobietami.
Mężczyzna bez kobiety nie urośnie! Gdy to zrozumiałem, każda partnerka, z którą byłem, stawała się nauczycielką. W prawdziwych relacjach nie można nic ukryć, udawać, opadają maski. Nie ma grania ani pokazywania się od tylko najlepszej strony. A wtedy można najbardziej urosnąć.
4. Kursy i szkolenia.
Mimo bycia w tym zawodzie kilkanaście lat, nie wyobrażam sobie przestać się szkolić. Na świecie jest tylu wspaniałych i mądrych nauczycieli, że szkoda by było zatrzymać się na własnym poziomie rozwoju. Rocznie – minimum miesiąc czasu na szkolenia samego siebie!
5. Prowadzenie firmy.
To nauka przywództwa. Jesteś odpowiedzialny za innych, wiesz, że jak coś popsujesz, to konsekwencje spadną też na nich, budujesz relacje z klientami i rośniesz dzięki ambicjom i wizjom. Współtworzysz rynek, jesteś widoczny i się starasz. Wyznasz cele, uczysz się planowania, zarządzania, myślenia w kategoriach „my”. Feedback ma konsekwencje.
6. Rodzina.
Mała córka jest lustrem wszystkiego, co jest we mnie w środku. Żona jest efektem mojego podejścia do niej. Decyzja o byciu z kimś, kochania go, poświęcania się mu, myślenia o nim i jego przyszłości to nauka „dobrych energii”: miłości, wiary, spokoju, prawdziwości, elastyczności. To największy balans dla biznesu.
7. Budowanie siebie.
Patrząc na to z perspektywy kilkunastu lat i człowieka, który aktualnie jest w Brazylii robiąc to co lubi, na takich warunkach jak chce, z pewnością chęć doskonalenia i osiągania, pomagania i odkrywania, były fundamentalne w dojściu do tego miejsca. Życie pokazuje, czy to co myślisz, jest prawdziwe – dlatego myślę i planuję, a potem negocjuję to z życiem. To najprawdziwsze budowanie siebie.
Nie strać…
10 osób które najbardziej wpłynęły na moje życie
1. Andrzej Setman – za bycie Aniołem Stróżem i nauczycielem terapii. To on nauczył mnie, jak pracować z ludźmi i namówił do zajęcia się psychologią.
2. Jan Grzesiak – mój ojciec. Dopiero jako dorosły mężczyzna doceniłem lata modelowania jego poczucia humoru, ekstrowertyzmu, otwartości, wrażliwości, dobroczynności i umiejętności aktorskich.
3. Iliana Ramirez – kobieta, dla której oddałbym swoje życie. Najważniejszy doradca, strażnik, ktoś komu chcę imponować. Jedyna żona, którą chcę mieć.
4. Adriana Grzesiak – moja córka. Przypomina mi cały czas, że nie mam prawa być egoistą i mam się nią zająć. Za jej otwartość, własne zdanie, ciekawość i prawdziwość.
5. Richard Bandler – gdy zobaczyłem jego umiejętności prowadzenia szkoleń uznałem, że kiedyś chcę go przerosnąć. Mistrz w swoim fachu.
6. Richard Moss – mój wieloletni mentor. Człowiek, z którym spotykam się systematycznie i który pokazał mi czym jest energia żeńska i pole świadomości. Nauczył mnie dojrzałości i tego, że jestem czymś więcej niż moje sukcesy.
7. Anthony Robbins – za to, że stworzył świat rozwoju osobistego na makro skalę. Bo jego umiejętności sceniczne są wielkie. Bo zbudował wielki silnik marketingowy. Nauczył mnie myślenia „think big”.
8. Alicja Grzesiak – moja matka. Poprzez wszystkie jej przeżycia ja uczyłem się życia. To, czego jej się nie udało, osiągnęła mną.
9. Gosia Staniewicz – moja pierwsza dojrzała partnerka. Kochająca, ciepła, dobra dusza. Z nią zaczęły się prawdziwe podróże w dalekie strony i bardziej ustabilizowane życie.
10. Wojciech Parczewski – mój nauczyciel angielskiego. Pokazał mi, że nie chodzi o egzaminowanie ludzi ani o ich kontrolę, że można zrobić tak, by sami chcieli się uczyć. Do dziś jest wzorcem nauczyciela.
Problem który mamy a mieć nie musimy.
Nie wiesz i w 99% przypadków nie będziesz wiedział, co myślą o Tobie inni, bo ani nie jesteś telepatą, ani nie masz wpływu na myśli innych osób. Zajmowanie się sprawami, które są poza Twoją kontrolą, frustrują z samego faktu braku tej kontroli niż z rzeczywistego cierpienia, które ten problem powoduje.
Przykładowo wyobrażasz sobie, co myśli o Tobie współpracownik, którego widzisz może raz w tygodniu, z którym nie masz głębszej relacji i który w gruncie rzeczy mało Cię obchodzi. Parafrazując zasadę Pareto (według której 20% pracowników generuje 80% przychodów firmy), można powiedzieć, że 1% ludzi w naszym życiu jest odpowiedzialnych za 99% negatywnych emocji. Dodatkowo działa tutaj mechanizm projekcji – wyobrażamy sobie, co kto o nas mówi, nie wiedząc, że są to nasze własne osądy na nasz temat. Udowodniono, że osoby przestraszone postrzegają inne jako groźniejsze, niż są w rzeczywistości, a uległe – za bardziej dominujące. Rozmawiamy więc sami ze sobą, obwiniając za to innych.
To, co pomyślą o Tobie inni, nie jest Twoim problemem i tylko w ograniczonym zakresie masz na to wpływ. Ale starając się zaskarbić sobie pozytywną opinię innych, często zdradzamy siebie i tracimy coś znacznie ważniejszego: to, co myślimy na temat nas samych. A na to masz wpływ.
Siła to…
Wywiad z Norbertem Redkie
Norbert Redkie
Łączy biznes z kulturą i sztuką. Stworzył oryginalne, cieszące się ogromną popularnością w Warszawie lokale – Syreni Śpiew i PKP Powiśle.
Z wywiadu dowiesz się m.in:
– skąd czerpać pomysły i chęci do prowadzenia swoich firm?
– jak poznawać siebie?
– jakie czynniki są potrzebne, aby nasz pomysł na biznes się udał?
Zapraszam!
Wywiad z Glauco Lima
Człowiek, który osiągnął niebywałe wyniki w szkoleniu zwierząt. Jego pies skacze przez skakankę, zna matematykę, a ja grałem z nim w piłkę!
Z mojej rozmowy z Glauco dowiecie się m.in:
– co jest potrzebne by z własnej pasji zrobić zawód?
– jakie są niezwykłe zdolności psów, których możemy się od nich uczyć?
– jakie czynniki są ważne w osiąganiu sukcesu?
Zapraszam!
Międzynarodowość
Jestem właśnie w Marbelli, by dać prywatny coaching mieszkającemu tam przedsiębiorcy. To wyjątkowe zlecenie, bo spędzę tam z nim Sylwestra, a 5 dni indywidualnej pracy od rana do wieczora to intelektualna i emocjonalna petarda. I natknęła mnie myśl, by Wam opowiedzieć skąd wpadłem na pomysł, by działać międzynarodowo i jakimi strategiami się kierowałem.
Gdy miałem 18 lat, wyjechałem na miesiąc do Turcji i przejechałem cały kraj autostopem wydając na transport może 30$. Złapałem bakcyla podróżowania – od tamtego czasu zobaczyłem ponad 100 krajów i nadal uważam, że zanurzenie się w innej kulturze, języku, jedzeniu, zwyczajach jest dla mnie najbardziej rozwojową formą rozumienia, jak działa świat. Wtedy moje życie wyglądało tak, że przez cały rok szkolny odkładałem pieniądze a w wakacje wyjeżdżałem na 3 miesiące – sam albo z dziewczyną.
Im więcej widziałem i przeżywałem, tym bardziej czułem, że życie tylko 1 modelem świata (w moim przypadku polskim) jest niewystarczające. Że dopiero dodając z każdej kultury to, co jest w niej fajne, efektywniejsze, sam będę skuteczniejszy. Dziś rozumiem, że podział ludzi na narodowości to podział na modele różnych ego – a to zawsze jest ograniczone. Dlatego uważam, że bycie Polakiem (lub jakąkolwiek inną nacją) jest dziś niewystarczające i w świecie globalizacji i Facebooka stajemy się, jako społeczność, obywatelami świata.
Po jakimś czasie oczywiste było dla mnie. że nie będę pracował tylko w Polsce. Zacząłem więc uczyć się języków, bez których niemożliwe było poznanie kultury, zrozumienie jej mechanizmów i zauważenie cieni. Jednocześnie zdobywałem fach trenerski. Jeździłem na szkolenia do najlepszych na świecie (potrafiłem zrobić ponad 100 dni szkoleniowych w roku!) i sam pracowałem bardzo dużo (przez kilka lat nie schodziło poniżej 200 dni jako trener i coach). Wiedziałem, że jedno i drugie da mi takie kompetencje, jakie będą konkurencyjne na rynkach światowych. Nie myliłem się. Łącząc osobowość międzynarodową (zrozumienie inności, otwartość, szacunek, fascynacja zwyczajami, głęboka akceptacja – w Pakistanie np. ubierałem się w ichnie męskie sukienki i spędzałem czas na wsiach zabitych dechami tylko z tubylcami, by poznawać, co to znaczy „pakistanić”) wraz z kompetencją, udało mi się wejść na rynki zagraniczne.
W czasie jednego ze szkoleń w Meksyku poznałem Agustina Bravo, który był zainspirowany moim hiszpańskim (komunikowałem się po 2 tygodniach pobytu na Kubie) i zapytał, czy moglibyśmy coś zrobić razem. Rok później zorganizował pierwsze Fast Languages (model błyskawicznej nauki języków obcych) w Meksyku. Po tym kursie odezwali się Kolumbijczycy – tak pojawiłem się w Bogocie. Za każdym razem jeden kurs sprzedawał pozostałe. Mimo tego, że te rynki były początkujące, a organizatorzy byli domorosłymi przedsiębiorcami (tak jak ja, gdy pierwsze kursy 10 lat temu robiłem w 2-pokojowym mieszkaniu i catering był w kuchni) to wiedziałem, że pieniądze zawsze będą, jak będzie jakość i konsekwentne budowanie rynku. Tutaj też się nie myliłem. Brałem więc każde zlecenie, robiłem momentami 3 seminaria dziennie (zaczynałem o 9 rano i kończyłem o 2 nad ranem) i budowałem nazwisko. Nie wiedziałem wtedy, że obok nazwiska trzeba też mieć firmę – wehikuł, który to pociągnie (zorganizuje, obsłuży, itd.). Dopiero dziś to wiem, gdy sam prowadzę spółki i myślę w kategoriach również biznesowych.
Siatka zaproszeń do nowych krajów rosła. Po drodze pojawiła się Słowenia, Izrael, Włochy, teraz Hiszpania. W jednym roku prowadziłem szkolenia w 5 językach! Gdy robię Fast Languages w nowym kraju albo wiem, że będę gdzieś dłużej pracował, uczę się języka. Jest to dla mnie wyraz najgłębszego szacunku dla nowej kultury i chęci poznania jej „od środka”. Również wiele uczę się na temat historii, geografii, sztuki i szukam wzorców zachowań charakterystycznych dla danego narodu. Idę na kawę i patrzę, jak zachowują się ludzie. I uczę się poprzez obserwację, a potem to robię sam, stając się także Brazylijczykiem, Ekwadorczykiem, Izraelitą, itd. W planach mam wejście na rynek amerykański, a potem chiński. Miliard ludzi i raczkujący rozwój osobisty, to brzmi jak wielka okazja!
Gdybym miał podsumować w punktach, jakim modelem się kieruję to napisałbym tak:
Nie bądź tylko obywatelem jednego państwa, skoro możesz być każdym.
Będąc Polakiem, uważaj na negatywizm, zawiść, krytykanctwo i hejting, narzekanie, szukanie winnych, poczucie gorszości, mentalność ubóstwa (nic dziwnego gdy wyraz „ubóstwo” oznacza zarówno uwielbienie Boga, jak i biedę!!!!). Ale zostaw polską kreatywność, adaptacyjność, bezpośredniość, asertywność, chęć wzrostu i rozwoju.
Wyjdź poza cienie kultury – ludzie są nieświadomi, że większość ich problemów nie ma z nimi indywidualnie nic wspólnego, ale jest zestawem nieświadomych strategii wyniesionych z dzieciństwa.
Ucz się języków obcych. Badania pokazują, że poligloci mają większe IQ.
Podróżuj i oddawaj się kulturze, bez oceniania. Jedz lokalne jedzenie, rozmawiaj z tubylcami, używaj miejscowego transportu.
Znajdź problem globalny dotyczący kultury, w której pracujesz. Nie zajmuj się problemami indywidualnymi, ale kolektywnymi, by od razu pomagać innym (tym samym pomożesz też sobie).
Bądź w czymś naprawdę zajebisty (miej świetny produkt) – coś, co może konkurować na rynkach zagranicznych. W moim przypadku jest to coaching, bycie trenerem, niepowtarzalne produkty (nie ma innych trenerów na świecie prowadzących seminaria w tylu językach).
Stwórz środowisko, w którym możesz poznać ludzi, których będzie interesowało to, co robisz. Również dlatego przez wiele lat jeździłem na szkolenia zagraniczne, by się „pokazać”.
Twój produkt musi mieć wartość dla kontrahenta oraz klienta. Tym systemem stworzysz łańcuszek zależności – kontrahent na Twojej wiedzy będzie mógł zarabiać pieniądze, a klient nabędzie dla siebie coś wartościowego.
Ja za pół godziny ląduję na lotnisku w Maladze i jadę do pracy, którą uwielbiam – z mądrym człowiekiem, mieszkając w domu na plaży, z rodziną, w fajnej temperaturze i zarabiając dobre pieniądze. Yeeeah!
I najważniejsze: Ty też tak możesz!!! 10 lat temu prowadziłem szkolenie w weekend za śmieszne pieniądze w wynajmowanym mieszkaniu! Pamiętaj, że wszystko się buduje i każda podróż od czegoś się zaczyna!!

