Nie jesteś sam

1381640_526756784061139_1777871376_nDo sukcesu nie dochodzi się samemu. Nie musisz wszystkiego sam robić! Ktoś inny dochodził kilkanaście lat do swojej wiedzy i może Ci ją przekazać tak byś nie popełniał błędów, tylko miał od razu efekty. Jest masa wyjątkowych ludzi jakich zawdzięczam to że pnę się do góry. To są prawdziwi mistrzowie!! Oddaję się ich słowom i uwielbiam być prowadzony. To jest tak proste – wystarczy ich słuchać i robić to co mówią. Kiedyś, gdy byłem młody i głupi to miałem swoje opinie mimo braku wiedzy; dziś wiem, że jak się na czymś nie znam, należy się zamknąć i po prostu chłonąć wiedzę tych co umieją.
Za kluczowy element sukcesu uważam otaczanie się mądrzejszymi od siebie. Ludźmi, jacy osiągnęli o niebo więcej w tym, co ja chcę osiągnąć. Najlepiej wielokrotnie więcej. Gdy chcę zrobić ciało, idę do kogoś kto wygląda jak „młody bóg”. Jak chcę zarobić miliony, idę do kogoś kto ma ich kilkaset. Ci ludzie wiedzą, jak.
Tak samo ważne jest żegnanie się z ludźmi przy których już urosnąć nie można; czasem przychodzi ono trudniej niż zapraszanie nowych! Ci ludzie z różnych względów już nie służą naszemu rozwojowi i przy nich nie jesteśmy w stanie osiągnąć pełni potencjału. Tak jak i oni przy nas. Wówczas trzeba się rozstać i znaleźć kogoś, kto pomoże nam wejść na wyższą półkę: intelektualnie, emocjonalnie, finansowo, duchowo, itd.

Poświęcam ten post mojemu mentorowi i człowiekowi dzięki któremu rosnę – dosłownie i w przenośni. To mój trener fitnessu Dariusz Brzeziński z Fitandeat. Dzięki niemu dokonałem ogromnego postępu i zbudowałem ciało z jakiego jestem dumny. Zobaczcie sami – od czego zaczynałem w czerwcu i co osiągnąłem w ciągu 3 miesięcy:

– 7 cm mniej w talii
– 5 kg mniej tłuszczu
– 12.5 > 8.1 % mniej tkanki tłuszczowej
– 107.5 > 112.5 więcej cm klatka piersiowa

A tę jakość zdjęcia (z prawej strony kolażu) zawdzięczam Arek Wiedeński Fotografia – polecam Wam z całego serca

Oto trzy „problemy”, które ma większość ludzi, a które tak naprawdę nie istnieją!

1493162_729896903747125_3665724390192534316_nOto trzy „problemy”, które ma większość ludzi, a które tak naprawdę nie istnieją!

Ludzie próbują rozwiązać problemy, których nie ma, opowiadając historie, które nigdy się nie wydarzyły, i szukając rozwiązań, które nie są potrzebne.

 

1. Uniknę problemów.

Nie unikniesz, bo problemy są o wiele częściej tworzone przez własny umysł niż przez zewnętrzny świat, a od siebie samego nie można uciec. Nie ma takiego bodźca w naturze, który może zabić, ale ludzie powodowani własnymi wyobrażeniami potrafią nawet popełnić samobójstwo.
Przykładowo, mimo iż ryzyko śmierci w wypadku samolotu wynosi 1 na 11 milionów, bycia zabitym przez rekina 1 na 3,7 miliona, a śmierci w wypadku samochodowym 1 na 5000, to i tak więcej ludzi bardziej boi się latać samolotami, niż jeździć samochodem. Problemy są zawsze groźniejsze w wyobraźni niż w rzeczywistości i unikanie ich przysparza więcej trudności niż konfrontacja z nimi.
Strategia utraty korzyści na rzecz zniwelowania problemów (np. nie będę latał samolotami, by nie stracić życia) nie działa, a ilość problemów życiowych pozostaje zawsze taka sama. Biedni narzekają na brak pieniędzy, a bogaci boją się o ich utratę. Brazylijska modelka ma więcej kompleksów niż bezzębny mieszkaniec Dworca Centralnego w Warszawie, ale jakość jej życia jest nieporównywalnie większa. Niezależnie od tego, co masz i ile masz, ilość problemów zawsze będzie proporcjonalna do ilości korzyści. O wiele ważniejszy jest Twój sposób postrzegania własnej sytuacji życiowej.

2. Nie jestem taki, jaki być powinienem.

I pewnie nigdy nie będziesz, ale czy o to chodzi? Proces ewolucji człowieka nigdy się nie kończy, a im bardziej jesteś ambitny, tym większy rozdźwięk między tym, kim wiesz, że możesz być, a tym, kim obecnie jeszcze jesteś. Wraz z sukcesami przychodzą większe problemy i większe demony do pokonania. Im jesteś mądrzejszy, tym bardziej boli głupota (nigdy nie boli, gdy jest się głupim, bo tylko mądry może ją dostrzec). Im lepiej znasz swój potencjał, tym mniej tolerujesz lenistwo i odkładanie realizacji własnych celów. Wycieczki w idealny obraz siebie (perfekcjonizm) tylko potwierdzają, że „maksymalnie nie jest optymalnie” – to, że Twój samochód pojedzie 250 km/h, wcale nie oznacza, że zawsze ma tyle jechać. Warunki pogodowe mogą wymóc jazdę 40 km/h i jeśli jest to optymalne, to będzie w danym momencie najbardziej efektywne.
Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy wartość człowieka definiuje się przez pryzmat sukcesów (dyplomów, pieniędzy, umiejętności), łatwo wpaść w pułapkę permanentnego odrzucania siebie i nawykowego myślenia: „Jeszcze nie jestem tam, gdzie mogę być”. Taki sukces jest toksyczny. Pomoże przekonanie: „Jestem OK i mogę stać się lepszy”.

3. Moje życie nie spełnia moich oczekiwań.

I nie będzie, dopóki o to nie zadbasz. Narzekanie, marudzenie, obarczanie innych winą za brak określonych wyników, pretensje do polityków za złe zarządzanie krajem, do szefa za to, że za mało płaci, do Boga za brak szczęścia w życiu czy do rodziców za złe wychowanie – wszystko to prowadzi do utraty odpowiedzialności za własny los. Jeśli nie pasują Ci politycy – otwórz własną partię. Jeśli szef Ci za mało płaci – to go zmień. Jeśli nie pasuje Ci kraj – to się wyprowadź itd.
Nikt inny poza Tobą nie jest odpowiedzialny za Twoje życie i jeśli jeszcze nie zdałeś sobie z tego sprawy, bardzo mało jest na świecie ludzi których Twoje życie obchodzi. Najbliższa rodzina – owszem, ale dla wszystkich pozostałych mieszkańców ziemi jesteśmy nieznaną kategorią (mężczyzną, Polakiem, starcem itd.) i dopóki sam nie weźmiesz steru życia we własne ręce dopóty inni będą nim zarządzać. Nigdy nie żałujemy tego że spróbowaliśmy i nam się nie udało, ale tego, że nie spróbowaliśmy choć wiemy że mogliśmy i powinniśmy byli.

Na koniec zatem taka anegdota: Do okulisty przyszedł pacjent skarżący się na bóle oka. Przeprowadzono wszystkie możliwe badania, łącznie z tomografią mózgu, i nic nie wykazano. Zajęło to kilka miesięcy, pacjent wydał ogromne pieniądze, specjaliści poświęcili masę czasu na znalezienie przyczyny. Na którymś z kolei spotkaniu lekarza oświeciło… Zobaczył, że pacjent pije herbatę, nie wyjmując łyżeczki ze szklanki.
„Panu nic nie jest, drogi panie. Niech pan żyje zdrów”